„Lilianna” Anna Szafrańska

Categories KsiążkaPosted on
Anna Szafrańska. „Lilianna” to pierwszy tom nowej serii tej autorki pt. "PINK TATTOO"
Anna Szafrańska. „Lilianna” to pierwszy tom nowej serii tej autorki pt. "PINK TATTOO"

Pierwszy tom nowej serii autorki „Dziewczyny ze złotej klatki” i „Nasze wczoraj”.

Tatuaż może być zbroją, czyjąś historią, którą poznaje się obraz po obrazie.
Lilianna zapomniała, czym jest bezpieczeństwo. Jedna lekkomyślna decyzja sprawiła, że już nie pamięta, jak wygląda dzień bez strachu, ale dla swojego syna – musi sobie przypomnieć.

Mat jest cenionym tatuażystą. Dawno zrozumiał, że tatuaż to nie tylko ozdoba na ciele. To szansa na ukrycie przeszłości i rozpoczęcie życia od nowa. Na to, żeby przykryć bolesną bliznę pięknym wzorem.
Ich pierwsze spotkanie jest pełne uprzedzeń. Mat widzi w Liliannie dziewczynę bez ambicji i charakteru. A on gardzi ludźmi, którzy nie mają w życiu żadnego celu.
Jednak Mat szybko zrozumie, jak bardzo się myli, szczególnie kiedy zacznie odkrywać prawdę o Liliannie, zapisaną na jej skórze.

Fragment pierwszego rozdziału książki „Lilianna”

Anna Szafrańska - Lilianna

Ocierając policzki rękawem bluzy, przy akompaniamencie wrzasków taty wybiegłam z domu w ciemną noc. Zbiegłam zboczem i odnalazłam ścieżkę prowadzącą wokół jeziora. Znałam ją na pamięć. Wiedziałam, w którym miejscu wystawał korzeń, gdzie teren opadał, a gdzie się wznosił lub był najbardziej podmokły. Mieszkałam tu całe życie i nic nie miało przede mną tajemnic. Mogłabym być niewidoma, a i tak potrafiłabym dotrzeć do mojej kryjówki. Naszej kryjówki. Znajdowała się po drugiej stronie jeziora i była moim azylem – szczególnie w momentach, gdy kłóciłam się z rodzicami.

Z każdym kolejnym tygodniem było coraz gorzej. Rodzice wszelkimi możliwymi sposobami starali się wybić mi chłopaka z głowy – począwszy od bzdurnych szlabanów na wychodzenie z domu, przez odcięcie internetu, zabranie telefonu, a skończywszy na zawieszeniu kieszonkowego. Wszystko na marne. Prawda była taka, że im bardziej się nam sprzeciwiali, tym mocniej kochałam Maćka.

Może i byłam upartą gówniarą, którą zaledwie kilka dni dzieliło od osiągnięcia pełnoletności, ale miałam pewność, że dobrze robiłam. Kochałam Maćka i nic nie mogło stanąć na przeszkodzie naszemu szczęściu. Nawet rodzice.

Zwolniłam, czując kłucie w boku. Nie powinnam biegać ani się denerwować. Maciek będzie na mnie zły, gdy zobaczy mnie taką zasapaną, trzęsącą się i płaczącą.

Obeszłam jezioro i zza krzaków wyłoniła się mała chatka. Kiedyś należała do wędkarzy, jednak od dobrych kilku lat stała opuszczona. Pchnęłam drzwi odsadzone w zardzewiałych zawiasach, a w twarz buchnął mi odór stęchlizny, wilgoci i rozkładającego się drewna. Po omacku weszłam do małej izby, zręcznie omijając stojącą na samym środku skrzynkę. Przysiadłam obok i pogrzebałam w pudełku zapałek, by po chwili zapalić knot świecy. Ogień rzucał nikłe światło na pomieszczenie, jednak przynajmniej coś widziałam.

Złożyłam głowę na ramionach, kładąc się na naszym prowizorycznym stole, i na chwilę zamknęłam oczy. Musiałam się uspokoić. Maciek denerwował się za każdym razem, gdy kłóciłam się z tatą. Wiele razy powstrzymywałam go przed pójściem do mojego ojca i postawieniem sprawy jasno. Dobrze wiedziałam, czym taka stanowczość mogłaby się zakończyć. Maciek często tracił nad sobą panowanie, szczególnie gdy stawał w mojej obronie. Tak jak w ostatni weekend, gdy na mieście spotkaliśmy moich znajomych ze szkoły. Nie byli zbyt mili. Ubliżali nam i śmiali się, że „zaniżam własne standardy”. Wówczas Maciek zadał kilka szybkich ciosów. Nie lubiłam tej agresywnej strony mojego chłopaka i czasami bałam się jego wściekłego spojrzenia. Jednak stawał w mojej obronie. A przynajmniej tak mi tłumaczył. Nie miałam siły mu się sprzeciwić.

Poza tym… kochał mnie. Właśnie mnie.

Zwykłą Lilkę.

– Lilka?

Natychmiast zerwałam się z miejsca. Jeszcze nie w pełni rozbudzona, potarłam oczy, najpewniej pozbywając się resztek rozmazanego tuszu. Na moich knykciach pozostały czarne smugi.

Odwlekałam moment, w którym spojrzę na Maćka. Byłam przekonana, że w mig się domyśli, co zaszło u mnie w domu. Gdy zawzięcie ssałam dolną wargę, on chwycił mnie pod brodę, ciągnąc w swoją stronę.

Od razu pochłonęły mnie jego przejmujące błękitne oczy. Przypatrywał mi się z nieukrywanym smutkiem.

– Znowu się pokłóciliście?

Zamiast odpowiedzieć, wślizgnęłam się w ramiona chłopaka, przytulając się do jego umięśnionego torsu.

– Po prostu mnie przytul.

W ciszy objął mnie mocno, wciągając na swoje kolana. Błogo westchnęłam. Moje miejsce było u jego boku. Ramiona Maćka były moją bezpieczną przystanią. Nie rozumiałam taty. Powinien się cieszyć, że ktoś mnie kochał i szanował, a on tymczasem chciał nas rozdzielić.

– Nie chcę tam wracać – wyznałam, a mój głos niemal całkowicie został stłumiony przez jego bluzę. – Jest coraz gorzej.

– Może to tylko chwilowe.

Odchyliłam się, by zmierzyć swojego chłopaka ironicznym spojrzeniem.

– Maciek, jesteśmy razem od pół roku i czy od tego czasu cokolwiek się zmieniło? Nic! Myślisz, że teraz będzie łatwiej?

– Może się opanują, gdy powiemy im, że zostaną dziadkami? – podsunął, a kąciki jego ust delikatnie zadrgały, gdy położył rękę na moim jeszcze płaskim brzuchu.

– Znając mojego ojca, to zamknie mnie w domu, a ciebie wykopie za drzwi – wymamrotałam, kładąc swoją dłoń na jego ręce. – Nie rozumiem go. Całe życie wpajali mi, że trzeba poznać człowieka, nim się go oceni, i co? Nagle zmieniają zdanie?

– Nie każdy ojciec chciałby dla swojej córki kogoś takiego jak ja – mruknął posępnie, odwracając wzrok.

– Przestań! Jesteś dla mnie ważny. Kocham cię! Troszczysz się o mnie, o swoich rodziców, pracujesz, jesteś samodzielny… Nigdy nie pozwolę, żeby mój ojciec mówił o tobie w ten sposób!

– Nie rób tego – napomniał mnie, czule odgarniając mi włosy z czoła. – Nie denerwuj się. Zaszkodzisz sobie i dziecku.

Miał rację. Jak zawsze zresztą.

To dopiero drugi miesiąc, a i tak czułam, że ta mała istotka, która we mnie rosła, z każdym dniem sprawiała, że kochałam Maćka coraz bardziej. Albo to tylko hormony, które, jak zauważyłam, coraz częściej dawały o sobie znać. Tak jak teraz.

– Przepraszam. Po prostu… nie mam już siły. Najchętniej włożyłabym na palec pierścionek i zaświeciłabym im prosto w oczy. Może wtedy coś by do nich dotarło.

– Tak, to pewnie byłby zabawny widok. Twój ojciec by eksplodował – zażartował zgryźliwie, ocierając moje policzki z łez.

Chciałam na niego fuknąć, jednak w porę ugryzłam się w język. Maciek tylko tak mówił i celowo próbował obrócić wszystko w żart. Nie powinnam mieć do niego pretensji.

Ponownie się do niego przytuliłam, chcąc w ten sposób zmienić temat i sprawić, byśmy te kilka godzin wykorzystali w najromantyczniejszy ze znanych sposobów. Widmo awantury w domu przerażało mnie do tego stopnia, że ze zgrozą myślałam o powrocie. Mój wybuch na pewno będzie miał jakieś konsekwencje.

Westchnęłam głęboko, czując, jak Maciek bawi się moimi włosami. Sięgały mi do talii, dlatego często musiałam zaplatać je w warkocze, przez co dorobiłam się łatki „Ani z Zielonego Wzgórza”. Tak jak ona miałam ognisto rude włosy, soczyście zielone oczy oraz liczne piegi na nosie. Nigdy nie lubiłam swojego zaokrąglonego ciała. Byłam niska i miałam zbyt duże piersi, przez co często byłam obrzucana niewybrednymi komentarzami przez kolegów z klasy. Tylko Maciek uważał mnie za idealną. Piękną, jak to określał. I taka się czułam. Byłam wyjątkowa tylko dla niego.

Jego ręka zamarła, gdy miał ponownie wpleść ją w moje włosy, i to przykuło moją uwagę. Zerknęłam na Maćka spod rzęs, nieświadomie rozchylając usta.

– Chciałbym ci coś zaproponować – zaczął wyraźnie stremowany, przesuwając palcami po swoich przydługich blond włosach. – Bo widzisz, mam plan.

Premiera książki Lilianna

Oficjalna premiera jest zaplanowana na 11.03.2020.