Zew nicości – Maxime Chattam

Categories KsiążkaPosted on
Zew nicości - Maxime Chattam
Zew nicości - Maxime Chattam

Ludivine Vancker i jej współpracownicy z paryskiego wydziału śledczego prowadzą dochodzenie w sprawie sprytnego nieuchwytnego mordercy, który nie zostawia po sobie żadnych śladów, a przez to nie można go zidentyfikować. Podejrzewają, że mają do czynienia z seryjnym mordercą, a być może także z terroryzmem.

„Zew nicości” to moje pierwsze spotkanie z porucznikiem żandarmerii Ludivine Vancker, która dochodzi do siebie po traumie poprzedniego śledztwa. Tymczasem na torach kolejowych zostaje znalezione ciało niezidentyfikowanego mężczyzny, a obok niego wielka torba wypełniona narkotykami. Funkcjonariusze sądzą, że nie chodzi o porachunki między handlarzami, bo taka ilość cennych narkotyków za nic nie zostałaby ot tak porzucona przy ciele. Na podstawie odcisków palców ustalają, że ofiarą jest Laurent Brach, który siedział wprawdzie w więzieniu, lecz po odsiadce wyszedł na prostą. Podejrzewają, że przekonał się do radykalnych poglądów. Niestety to dopiero początek podejrzanych zabójstw. Od pewnego momentu zbrodnie w pewnym stopniu wskazują na działanie islamskiego terrorysty.

Z czym przyjdzie się zmierzyć śledczym? Do jakich wniosków doprowadzi dochodzenie?

Ciekawym zabiegiem jest, by czytelnik równolegle z toczącym się śledztwem poznawał historię Libańczyka, którego życiem w równym stopniu rządzi i dobro, i zło. Matka często nazywała go Dżinem, przydomkiem, który w islamskich wierzeniach oznacza istotę ze świata nadprzyrodzonego posiadającą zdolności wpływania na ludzkie losy.

Jak łączą się oba te wątki? Czy zwycięstwo Zła jest nieuniknione, czy można je przezwyciężyć? „Zew nicości” to kryminał budzący uczucie prawdziwego przerażenia i niezwykłej realności zdarzeń. Momentami miałam uczucie, jakby przedstawione wydarzenia działy się tuż obok mnie. Żałuję jedynie, że nie czytałam poprzednich części z Ludivine, ale może to kiedyś nadrobię…